wtorek, 11 marca 2014

8.Księżniczka, która poważnie namiesza

1.Co tak mało komentarzy? :(
2. CZYTASZ=KOMENTUJESZ
3.Chcecie, żebym na początku rozdziałów pisała daty, kiedy sytuacja ma miejsce?
4.OMG mam taką wenę *o*
5.Jeśli macie jakieś pytania zapraszam:
@RusherMuffin <-- twitter
@XciasteczkowypotworX <-- ask
6.Proszę piszcie swoje ul. cytaty
7.Niektóre fakty nie pokrywają się czasowo :)
8.OSTATNI ROZDZIAŁ PIERWSZEGO KIERUNKU! OD KOLEJNEGO ZACZNIEMY "KARIERĘ" JEŚLI KTOŚ NIE WIDZIAŁ, TO ZAPRASZAM DO "ARCHIWUM" 

9. serduszka "♥" to piosenka do rozdziału. Bd to dodawała zamiast fragmentów ;)
Zapraszam na 8 :)

*****10 września********


Kolejne nieodebrane połączenie. On mi chyba nie da spokoju.
Leżałam na łózko i rozmyślałam, a mój "brat" próbował się do mnie dodzwonić. To już 2 dni odkąd filmik z ogniska trafił do sieci. Podniosłam się z łóżka i usiadłam prosto, tak że moje stopy dotykały podłoża. Wzięłam telefon do ręki i otworzyłam wiadomość.


Prychnęłam oburzona. Teraz sobie o mnie przypomniał. Skierowałam się do szafy i wyciągnęłam z niej czerwone rurki. Spojrzałam na moje ręce. Małe, świeże blizny nie wrzucały się w oczy, ale nie chciałam ryzykować. Wyszłam na korytarz i cichutko zapukałam do pokoju Gemmy.
-Mogę jakiś sweter z długim?- zapytałam uchylając drzwi. Nawet nie otworzyła oczu, tylko wskazała jasną szafę w rogu pokoju. Podeszłam do niej na paluszkach i wyciągnęłam ze środka sweter z napisem "Money". Ułożyłam go na kupce ubrań i ruszyłam do łazienki. Szczelnie zatrzasnęłam za sobą drzwi i rozebrałam się do naga. Podeszłam do umywalki i wzięłam moją szczoteczkę. Zaczęłam chodzić po pomieszczeniu szczotkując zęby i co chwila oglądając się w lusterku. Małe drobne ranki na udach i nadgarstkach, zrobione wczorajszego wieczora. Nagle po nogach poleciała mi krew.
-Kurwa... serio dzisiaj?!- zapytałam samą siebie i zaczęłam rozglądać się za czymkolwiek, co mogłoby zatamować czerwoną ciecz. Zajrzałam do szafki i spojrzałam na pudełeczko tamponów. Doprowadziłam się do porządku i po chwili znowu szczotkowałam zęby.
-DIANA!- usłyszałam czyjś krzyk z dołu.-SZYBKO! TO WAŻNE!- rozpoznałam Zayn'a. Co on tu robił tak wcześnie?
Wypłukałam usta i szybko założyłam na siebie ubrania, sprawdzając dwa razy, czy wszystko jest zakryte. Zbiegłam na dół i udałam się do salonu. Cała piątka siedziała przed telewizorem, przyglądając się informacją w zupełnym skupieniu.
-Co jest?- zapytałam i stanęłam przy oparciu kanapy. 
-Oglądaj!- Niall pod głosił pilotem na maksa i usłyszałam kobiecy głos:
-Najpopularniejszy zespół świata, One Direction niedługo ma wydać swoją 3 płytę, a trasa "Take me home"odniosła wielki sukces! Ale w internecie ostatnio pojawiło się nagranie, gdzie chłopcy śpiewają i grają z pewną dziewczyną. Czy chcą, żeby ruszyła się z nimi w kolejną trasę jako support? A może dołączą ją do zespołu? Musimy niestety poczekać, aż sami chłopcy to potwierdzą, a teraz posłuchajcie jak śpiewają razem!- po tych słowach został puszczony nasz filmik. Skrzywiłam się na dźwięk mojego głosu i prychnęłam.
-Coś nie tak?- Zayn odwrócił się w moją stronę.
-Jak oni mogą myśleć, że z wami pojadę w trasę? Ja, która śpiewa amatorsko, zna was od kilku dni i do tego nienawidzi swojego głosu na nagraniach!- zaśmiałam się nerwowo. 
-Pięknie śpiewasz.- powiedział Liam. Podeszłam do kanapy i opadłam na nią.
-Diana...- Harry pogłaskał mnie po policzku. Usiadłam po turecku i usłyszałam rozpruwanie się materiału.  Spojrzałam w dół, a moja twarz przypominała kolor moich spodni.
-To były moje ulubione!- zawołam.-Jak zwykle! Ofiara losu ze mnie! Musze się wziąć za siebie! Jak ja tego nienawidzę!- próbowałam wstać, lecz poczułam, że ktoś mnie szarpie w dół.
-Nie mów tak.- powiedział chłopak z burzą loków na głowie.- Nie możesz nienawidzić siebie.
-No bo jak można nienawidzić coś idealnego?- dodał Liam. 
-Przestańcie...- zarumieniłam się i opuściłam głowę. 
-No ale jak?!- przysunęli się do mnie.
-Po prostu... nie lubię koloru moich oczu.- przysunęłam palec do oka i zdjęłam soczewkę.- Są za jasne, jakbym była niewidoma. Mam takie specjalne soczewki... chodzę w nich cały czas.- założyłam przedmiot z powrotem.- Nienawidzę dołeczków w plecach... są dziwne.- wzdrygnęłam się.- Mojego wzrostu. Jestem zdecydowanie za niska. Tak samo mojej figury i niezdarności. Ciągle coś niszczę, tłukę, psuję. Nienawidzę...
-Już!- krzyknęli na mnie równo, a ja przerwałam wpół zdania.
-Takie małe rzeczy sprawiają, że jesteś wyjątkowa.- uśmiechnął się Lou.
-Taa... nie ma to jak używać własnych tekstów piosenek Louis, prawda?- zapytałam sarkastycznie. 
-Dobra, nie ważne. Wychodzę. Do zobaczenia i powodzenia.- Zmierzwił mi włosy i wybiegł. Obejrzałam się za nim. Założył czapkę oraz okulary i wsiadł do samochodu. Po chwili już go nie było.
-Korzysta póki może.- powiedział Liam.- Spotkał się z dziewczyną.- dodał, a ja spojrzałam na niego.-W sumie też idę.- zaśmiał się. Przewróciłam oczami. Wstał i pocałował mnie w czoło. Z chłopakami wymienił standardowy uścisk dłoni.-Sami musicie jej powiedzieć.
-Co?!- podniosłam się, ale Liam'a już nie było. Spojrzałam po pozostałej trójce.
-Może ja spotkam się z Perrie...?
-NAWET NIE PRÓBUJ!- krzyknęłam.-No czekam. 
-No bo... propozycja, żebyś z nami ruszyła w trasę jest nadal aktualna.-zaczął Harry.-I ten... nasi managerowie chcą z tobą rozmawiać.- powiedział szybko.
-Słucham?- wystawiłam ucho w jego stronę.
-Lubią twój głos i chcą, żebyś z nami trochę pośpiewała.- wytłumaczył blondyn. Złapałam się za skrzydełka nosa i przez chwilę rozmyślałam nad ich słowami.
-O mój Boże...- powiedziałam, gdy dotarło do mnie to co usłyszałam.-Nie ma mowy.
-Może chociaż z nimi porozmawiasz?
-Ale... ja...- nie wiedziałam co powiedzieć.
-Nie mów, że nie umiesz śpiewać!- zagroził mi Zayn.- Pomyśl co by było, gdybym zaspał na przesłuchanie...
-Straciłbyś swoją życiową szansę.- powiedziałam bez chwili zastanowienia. 
-A teraz ta sama szansa puka do twoich drzwi i aż błaga o to, żebyś ja wpuściła.-zaśmiał się. Parsknęłam śmiechem na jego uwagę.
-Dlaczego masz na mnie taki wpływ?!- fuknęłam.- Kiedy mam się z nim spotkać? 
-Dzisiaj po południu.- uśmiechnął się i podszedł do mnie.-Nie mogę się doczekać, żeby znów z tobą zaśpiewać.- uściskał mnie. Po chwili poczułam, że pozostali chłopcy również mnie przytulają. 
-Ja zawsze z wami śpiewam! Pod prysznicem, w szkole, kiedyś nawet przez sen.- mruknęłam i poczułam jak wszyscy się śmieją.
***
Stałam przed szafą Gemmy za założonymi na biodrach rękoma. Nie miałam pojęcia w co mam się ubrać. Po chwili wyjęłam białą koszulkę i czarne spodnie. Mam nadzieję, że się nie ubrudzę.
-Gemma!- krzyknęłam.
-No co tam?- wychyliła się zza drzwi z kawałkiem pizzy. Podeszłam do niej i odgryzłam kawałek.-EJ!
-Masz jakąś marynarkę, która będzie pasowała do tego.- wskazałam na kupkę ubrań leżącą na biurku dziewczyny.
-Na dole jest czarna marynarka z białymi wykończeniami. Nie za poważnie? Masz być sobą.- mruknęła z pełną buzią.
-Uwielbiam być ubrana elegancko albo po domu. W dresach nie pójdę, więc zostaje mi to.- powiedziałam, a ona tylko machnęła ręka. Zabrałam ubrania do łazienki i szybko się przebrałam. Po chwili wszystko było dopięte na ostatni guzik. Dosłownie. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Chłopcy mieli mnie zawieść i jechać na wywiad. Wszyscy tu będą za jakieś 30 minut. Zbiegłam na dół i zaczęłam szukać białej marynarki.
-Czego szukasz Diano?-usłyszałam głos Harry'ego i odruchowo się odsunęłam chowając ręce za siebie.
-Czegoś do okrycia ramion.-szepnęłam. Loczek zmarszczył brwi i zbliżył się do mnie.
-Daj rękę.- powiedział.
-Po co?- zapytałam spanikowanym głosem.
-Po prostu daj.- podałam mu moją dłoń. Szybko ją przekręcił, a ja odwróciłam wzrok.
-Diana... miałaś tego nie robić.- szepnął przerażony.
-Harry... j..ja.- zacięłam się.
-Dlaczego?- jeden wyraz wystarczył, a w moich oczach pojawiły się łzy. 
-Brat... ja nie chcę do nich wracać.- moja warga drżała, a ja próbowałam przełknąć gulę narastającą w moim gardle. 
-Nie wrócisz. Zaopiekujemy się tobą Kwiatuszku*-mruknął i mocno mnie przytulił.
Nagle usłyszałam klakson samochodu.
-Już są.- powiedział Styles- Zakładaj.- Podał mi marynarkę i delikatnie wsunął mi ją na ramiona.- I się nie stresuj, będzie dobrze.
Wyszliśmy na zewnątrz, a chłodne powietrze otuliło moje ciało. Spojrzałam się w kierunku słońca. Znajdowało się zza jakimś pagórkiem, na którym dzieci wesoło radośnie spędzały czas. Powoli zachodziło za horyzont, więc różowo-pomarańczowa poświata dodawała wyjątkowości tej chwili. Wsiadłam do samochodu i po chwili ruszyliśmy.
***
-Zaprowadzę ją.- powiedział Louis. Wysiadł zza kierownicy i otworzył mi drzwi.-Madame.- mruknął i podał mi rękę, żebym wysiadła. Uśmiechnęłam się i pokręciłam z politowaniem głową. Złapałam ją mocno i zgrabnie wysiadłam ze środka. Udaliśmy się do dużego wieżowca. W środku było pełno sekretarek, urzędników i innych ważnych osób. 
-Jedziemy na 13 piętro. Nie wiem dokładnie, kto tam będzie czekać, ale obstawiam, że Simon, Paul i może jeszcze jakaś ich sekretarka, która będzie miała miliony papierków do podpisania.-zaśmiał się. Mocniej ścisnęłam jego rękę i przełknęłam ślinę.-Nie stresuj się...
-Łatwo mówić. A co będzie jak źle zaśpiewam?- pisnęłam trochę głośniej niż chciałam. 
-Gorzej niż ja na castingu się nie da!- powiedział śmiejąc się.
-Według mnie to było urocze.- szepnęłam i wystawiłam mu język.- wsiedliśmy do windy, Louis wcisnął guziczek i kabina się zamknęła.- Nawet, jeśli dobrze zaśpiewam to największym stresem będziecie WY!- wskazałam na Louisa ręką.- Ja nawet nie przygotowałam się psychicznie na rozmowę z WAMI, a co dopiero na śpiewanie, czy trzymanie za rękę!- podniosłam nasze splecione dłonie do góry. 
-Hej, spokojnie.- powiedział cicho.- Jesteś naszą Dianą, tak?
-Tak.. tak...Bardzo mi pomogliście...
-Ty też.- spojrzałam się na niego zdziwiona.- Zobacz ile już zrobiłaś. Dałaś do zrozumienia Larze, że Liam ją chroni i chce dla niej najlepiej. Zaskoczyłaś Gemmę, swoim wyznaniem, dzięki czemu dowiedziała się dokładnie co czuja nasze fanki. Wymyśliłaś plan, żebym przestał ukrywać się z moją dziewczyną. Znamy cię dopiero dwa dni!- powiedział głośnym szeptem.-Musisz ją poznać,a teraz lecę.- zmierzwił mi włosy, a drzwi windy się otworzyły i zobaczyłam dwóch mężczyzn za biurkiem. Z drzwi wychodziła młoda kobieta z teczką i kubkiem kawy w dłoniach.-Powodzenia. Będziemy niedaleko,-Chłopak wypchnął mnie ze środka. Przez chwilę zastanawiałam się nad ucieczką, ale winda już zaczęła zjeżdżać na dół. Przełknęłam ślinę i podeszłam bliżej. 
-Jestem Charlie Prince.- powiedziałam głośno. Zatrzymałam się przed biurkiem i zobaczyłam Simona. Przy oknie stał Paul, a młodej kobiety nie poznawałam, ale po chwili zniknęła z mojego pola widzenia. Czyli Louis miał rację.
-Tak, słyszałem o tobie.- powiedział "wujek"- Ślicznie śpiewasz. Chłopcom też się podobało.

-Taaa...- szepnęłam.- Mnie też się podobało...
-Usiądź. Chcesz coś do picia?- wykonał posłusznie moje polecenie i pokręciłam głową. Paul odwrócił się w moją stronę i szeroko uśmiechnął.
-Więc może coś nam o sobie opowiesz?-zaczął.
***
Godzinę później wszyscy się śmieliśmy. Nie zwracałam uwagi na mój wibrujący telefon.
-Nie pilnujecie chłopaków na wywiadzie?- zapytałam.
-Są od tego inni.- Wujek wzruszył ramionami.-Chcesz pooglądać?- odwrócił w moją stronę laptopa. Głos był wyciszony, ale widziałam, że chłopcy się wygłupiają. Pokiwałam głową i filmik się zaczął.
-Proszę, chłopcy przestańcie!- powiedziała reporterka, która ledwo sama powstrzymywała się od śmiechu.- Kolejne pytanie?
-Tak!- Cała piątka odpowiedziała chórem.
-Trzymałam te pytania na sam koniec. Opowiecie coś o tej tajemniczej dziewczynie z nagrania?- Czarnowłosa kobieta zbliżyła się do chłopców i uniosła brwi. Wszyscy odruchowo spoważnieli i spojrzeli po sobie. Przez chwilę panowała cisza, którą przerwał Liam:
-Nazywa się Charlie. Była... w bardzo trudnej sytuacji, dużo przeszła. Można powiedzieć, że przez pewien czas była... bezdomna.- odchrząknął i nie zamierzał więcej mówić. Poczułam wzrok mężczyzn na sobie.
-Ale to nie oznacza, że jest gorsza!- powiedział zdenerwowany Louis i spojrzał się wymownie na kamerę. Tym razem to ja zgromiłam wzrokiem moich nowych "pracodawców". Paul powiedział bezgłośnie "potem" i wszyscy wróciliśmy wzrokiem na ekran.- Bardzo dużo jej zawdzięczam, mimo iż znam ją od dwóch dni. 
-Trzech.- poprawił go Harry- Ja znam ja trzy.- zaśmiał się.- Gdy mnie zobaczyła to zemdlała. Nie wiedziałem jak zareagować! Przeniosłem ją na łóżko i zacząłem wachlować. Pamiętam, że jak się obudziło, to była cała czerwona i zestresowana. Jeszcze sukienka się jej podwinęła. Wtedy myślałem, że zemdleje drugi raz!- zaczęłam się śmiać na to wspomnienie. To było zaledwie 3 dni temu, a wydawało się, jakby było w dalekiej przeszłości... 
-Jest wyjątkowa.- Podsumował Zayn. Kamera przybliżyła twarz Niall'a, który skubał koniec swojej kurtki i nie zwracał uwagi na otaczający go świat.
-Harry, Niall. Wy jesteście singlami. Co będzie, jak któryś z was się w niej zakocha? Albo co gorsza obaj?- Chłopcy spojrzeli na siebie. długo otrzymywali kontakt wzrokowy.
-Ona jest naszą Dianą, a nie przedmiotem, który można zdobywać ot tak. Na pewno będzie to trudne, ale jesteśmy na tyle poważni.- Niall prychnął na własne słowa- Mimo wszystko w tej sprawie jesteśmy dojrzali. Ona jest zbyt delikatna i krucha... wiele przeszła, więc nie chcemy być kolejnym obciążeniem dla niej. Miejmy nadzieję, że taka sytuacja nigdy nie nastąpi.
-Tak. Jest naszym aniołkiem, chcemy jej pomóc, a nie utrudnić. 
Jak długo już wstrzymuję oddech? Nie miałam zielonego pojęcia. Wiedziałam tylko tyle, że łzy same zaczęły mi spływać po policzku.
-Dziękuję, to na prawdę miło z waszej strony, że poświęciliście mi swój czas.
-To nasza praca.- Powiedział Zayn i ekran zrobił się czarny. 
-Ehm... następnym razem będziemy ich lepiej pilnować.- sekretarka wyłoniła się z pokoju obok.
-Nie, poradzili sobie.
-Mogę wody?- zapytałam drżącym głosem. Po chwili kubeczek leżał przede mną. Wypiłam wszystko jednym duszkiem. 
-Hm... może zacznijmy od tego co wiesz?-  spytał Paul.
-Louis ma inną dziewczynę. I nie pozwalacie mu się z nią spotykać publicznie. Dlaczego?
-Widziałaś ją kiedyś? Jest anorektyczką i narkomanką.- prychnął Simon, a Paul lekko go klepnął po głowie.
-To był jego pomysł.- przewróciłam oczami.
-Nie pomyśleliście, że on ją kocha?- nie odpowiedzieli.- A jeśli chodzi wam o wizerunek tego zespołu, to nie pomyśleliście, że dziewczyn zostaną docenione? Że nie tylko piękna i cudowna kobieta może stać u boku jednego z chłopców. Że te, które mają problemy, które mają blizny, są chore... psychicznie albo fizycznie... też mogą poczuć się wyjątkowe?- nie odpowiadali dłuższy czas.
-Jesteś na prawdę inteligentną dziewczyną jak na te 18 lat.
-17.- poprawiłam go i sztucznie się uśmiechnęłam.
-To tym bardziej. Nigdy nie myśleliśmy o tym z tej strony.
-No własnie... przepraszam, gdzie jest łazienka?- zapytałam i przycisnęłam małe pudełeczko w mojej kieszeni.
-Chodź.-sekretarka podeszła do mnie i zaprowadziła mnie do małego pomieszczenia.
***
Teraz trzeba tylko ustalić warunki umowy. Pomyślałam, oblewając twarz wodą. wyszłam na zewnątrz i usiadłam na moim poprzednim miejscu. Założyłam nogę na nogę.
-Chcę czuć się swobodnie. Nie chcę być przyciskana, ani do niczego zmuszana.- zaczęłam.- Na razie tylko jeden koncert. Fajnie, jakbym mogła zagrać na jakimś charytatywnym.- Sekretarka notowała wszystko co mówiłam, a mężczyźni skupi swoją uwagę na mnie.- Nie chodzi mi o pieniądze.-zakończyłam moją krótką przemowę. 
-Czyli o pieniądzach porozmawiamy potem.- zaczął Paul niepewnie.- Potrzebujesz ochroniarza. Zadajesz się teraz z One Direction. Nie będzie chodził za tobą w kółko, ale często będziesz czuła jego obecność
-Aż tak śmierdzi?- zaśmiałam się- Czy ma takie mocne perfumy?- wszyscy w pokoju również się uśmiechnęli.
-Wracając... Jeśli chodzi o koncert, to mogę wam załatwić jakiś charytatywny. To nie problem. Stylistka i makijażystka. Sama nie będziesz się ubierała. Wcześniej jakaś sesja zdjęciowa.
-Cichy, ok. Możecie mnie ubierać. Ale bez makijażu. I po co sesja?!- poczułam, ze mój telefon znowu wibruje, ale nie patrząc kto dzwoni odrzuciłam je natychmiast. 
-Żeby cię wypromować?- zapytał Simon retorycznie.
-Koncert nie wystarczy?- odgryzłam mu się. Nagle usłyszałam dźwięk sygnalizujący, ze winda się zatrzymała na piętrze. Nagle do pokoju wpadli zadowoleni z siebie chłopcy.
-I jak?!- zawołał Zayn i położył ręce na oparciu mojego fotela.-Kiedy mogę z nią zaśpiewać?
-Już niedługo!- zaśmiał się Paul.- Charlie, witamy cię w rodzinie One Direction!- krzyknął, a ja szeroko się uśmiechnęłam. Wszyscy rzucili się w moją stronę i staliśmy (no ja siedziałam...) tak kilka minut.
-Widziałam wywiad.- szepnęłam, a uściski się poluzowały.-Bardzo wam dziękuję, nie wiecie ile to dla mnie znaczy.
-Wreszcie będziesz szczęśliwa.- Louis zmierzwił mi włosy. Spojrzałam się groźnie na niego.-Nie boję się ciebie, mała.
-Nie jestem mała!- pisnęłam i uderzyłam go z pięści w brzuch. Zaśmiał się i dotknął miejsca, gdzie przed chwilą była moja ręka.
-Auć?-zapytał rozbawiony.
-Ha, ha, ha. Powinieneś chociaż udawać, bo załatwiłam ci to, że nie musisz się ukrywać ze swoją dziewczyną!- powiedziałam udając obrażoną, a Lou krzyknął z zachwytu.
-To prawda?!- zaczął skakać w miejscu, a mężczyźni równo pokiwali głowami.-Charlie! Charls!- chłopak mnie podniósł i wziął na ręce. Zaczął skakać i kręcić mnie wokół własnej osi.- Diana, jak ja ci się odwdzięczę?!- łzy zaczęły mu lecieć po policzku.
-Na początek: puść mnie...- wykonał posłusznie moje polecenie.-I zadzwoń do niej. Możecie więcej czasu spędzać razem... a i nie zapomnij, że masz mnie z nią zapoznać!- zagroziłam mu palcem, a on znów dobrał się do moich włosów. 
-Idę na dół! Będę czekał w samochodzie!- krzyknął i zaczął biec po schodach. Zaczęłam się śmiać, a Zayn obrócił się w kierunku reszty.
-Mówiłem, że jest wyjątkowa.- wskazał dłonią na mnie.
-Powiedział Zayn idealny Malik.- pokręciłam z dezaprobatą głową. Spojrzałam na Niall'a. Podeszłam do niego bliżej.
-Coś się stało?- szepnęłam mu na ucho. Długo nie mogłam otrzymać się na palcach, wiec po chwili potknęłam się o własne nogi.
-Trzymaj się.- złapał mnie za ramię i podciągnął do pozycji pionowej.-Pogadamy potem, ok?
-Wieczorny spacer.- odpowiedziałam.
Po kilku minutach wszyscy już siedzieliśmy w samochodzie. Nie dało się nie wyczuć szczęścia między nami.
To chyba dzień godny zapamiętania.



*Kwiatuszku- Flower. Od Florance ;) 

sobota, 1 marca 2014

7. Wszystko zmieniło swój kierunek

1. Ostatni rozdział, który dodam w ferie (lub w najbliższym czasie po feriach)
2.CZYTASZ=KOMENTUJESZ
3.Na prawdę, chce wiedzieć czy komuś zależy na czytaniu tego.
4.W tym rozdziale jest 8 września :) 
5.Mówię wam o cytatach, dodawajcie swoje ulubione ♥ po ang i po pol :) 
******


-Wstawaj!- rano obudziły mnie krzyki Gemmy.
-Co do cholery?- mruknęłam.
-Zobacz!- usiadła mi na łóżku i podstawiła mi pod oczy laptopa. Przymknęłam powieki i odsunęłam ja trochę od siebie. Skakała z radości na brzegu materaca, aż w pewnym momencie usunęła się na ziemię. Przetarłam oczy i zabrałam od niej urządzenie. Była włączona zakładka z YouTube, a na niej zastopowany filmik. Kliknęłam malutki trójkącik w rogu i obrazy zaczęły się przesuwać. Gemma pod głosiła dźwięk i po chwili usłyszałam mój głos. Rozdziawiłam buzię i znowu przetarłam oczy. Filmik z wczorajszego ogniska. Cała zaczęłam się trząść...
-Obejrzało to 2 miliony ludzi?- zapytałam z niedowierzaniem. To jakiś koszmar.
-Tak. To jest w sieci od godziny.- uśmiechnęła się.
-Pokaż mi komentarze.- powiedziałam i wyrwałam jej z powrotem laptopa. Zaczęłam szukać tej nazwy... proszę, żeby tego nie widział...-Nie.- szepnęłam i zakryłam usta dłonią. Skuliłam się na łóżku.- Nie, nie, nie... tylko nie to.- zaczęłam łkać. Gemma zdziwiła się.
-Co się stało?- w progu pokoju pojawił się Harry. Szybko wstałam i go wyminęłam. Podeszłam do szafy... w sumie nie mam nic pakować. 
-Tylko nie to... tylko nie to...- powtarzałam sobie. A zaczęło być tak dobrze. Oboje patrzyli na mnie zdziwieni. Należą się im wytłumaczenia.-Między komentarzami "Ale to słodkie", "Jak fajnie brzmią z damskim głosem!" i tymi mniej fajnymi- mruknęłam podchodząc bliżej.- Jest komentarz... mojego brata.- powiedziałam i pokazałam im. Oboje otworzyli szeroko oczy.- "Ale przypomina mi moją siostrę, w sumie głos też podobny..."- zacytowałam i łzy napłynęły mi do oczu.- A tak chciałam się od nich uwolnić.- opadłam na kolana. 
-Czekaj, nie rozumiem tutaj czegoś.- zaczął Harry.- Ty masz rodzinę? Ale...
-Daj mi spokój!...- krzyknęłam. Wzięłam telefon i wyszłam stamtąd. Zbiegłam po schodach. Złapałam kurtkę i wyszłam na zewnątrz. Odblokowałam telefon i zaczęłam pisać wiadomość.

Po chwili zastanowienia się napisałam drugiego sms'a, tylko tym razem tylko do mojego Directioner'a.

Miałam straszne drgawki. Na dworze było bardzo zimno, a ja byłam ubrana w to co wczoraj, a na to zarzuconą tylko cienką kurtkę Gemmy.
Po chwili dostałam odpowiedź. 

Miałam ochotę ją mocno uściskać.  Znamy się tak krótko, ale jednak uważam ją za osobę bliską mojemu sercu. Kogoś kogo od zawsze potrzebowałam.
Uśmiech pojawił się na mojej twarzy. W pewnym momencie podniosłam wzrok. Gdzie ja jestem? Zaczęłam się rozglądać. 
-Kurwa!- krzyknęłam. Usiadłam na pobliskiej ławce i czekałam na cud. Spojrzałam, że telefon znalazł połączenie wi-fi.
-Przynajmniej się nie zanudzę... 
***
-Boże, tutaj jesteś!- usłyszałam czyjś krzyk. Podniosłam wzrok znad ekranu i zobaczyłam Niall'a. Na głowie miał kaptur, a czarne okulary osłaniały połowę jego twarzy.- Szukamy cię już od 3 godzin! Żaden nie ma twojego numeru... tak nagle wyszłaś... znaczy tak Harry mówił.- zaczął się jąkać. Stał przede mną przygnębiony. Podniosłam się i mocno go przytuliłam.-Shhhh.... nie płacz.- powiedział. Nawet nie wiem kiedy, ale słone łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Tak bardzo chcę im powiedzieć... ale czy oni to zrozumieją? 
-Chodźmy stąd.- powiedziałam. Irlandczyk złapał mnie za rękę i pociągnął w nieznanym mi kierunku. Na miejscu byliśmy po 40 minutach. W domu stała zdenerwowana Gemma.
-Przepraszam!- krzyknęła i rzuciła mi się na szyję. Blado się uśmiechnęłam i poszłam do salonu. Wzięłam koc i otuliłam nim ramiona. Po chwili do domu wpadł Louis z Zayn'em, a za nimi Liam. Wszyscy podeszli bliżej mnie. Machnęłam do nich ręką, żeby usiedli obok.
-Ch..chcesz pogadać?- zapytał Mulat.
-Chcę.- mruknęłam-Ale boję się o tym wam opowiedzieć...- zaczęłam. Nagle do domu wpadł Harry. Gdy mnie zobaczył to upadł na ziemię.
-Nigdy w życiu tak nie biegłem... w takim strachu...- mówił, co chwila przerywając, żeby wziąć oddech. Zdjął swoje okulary i czapkę i spojrzał się na mnie. Przysunął się na kolanach i usiadł przede mną.-Co się dzieje?
-Charlie chciała z nami pogadać, ale boi się... nie wiem czego.- zaczął Liam i wszyscy spojrzeli na mnie. Zakryłam twarz w dłoniach.
-Po pierwsze: boję się tego, że po prostu tego nie zrozumiecie ze to będzie dla was ... za dużo informacji na raz.- zaczęłam.- po drugie: nazywam się Florance.- dodałam i zaczęłam bawić się palcami. Nie odrywałam wzroku od moich stóp.
-Co?- zapytali równo.
-Zmieniłam imię i nazwisko... znowu. Ale tym razem sama chciałam sobie zmienić rodzinę...- spojrzałam po nich. Wszyscy mieli zaciśnięte usta i wpatrywali się na mnie wyczekująco.
-Miałam siedem rodzin, nie licząc tej biologicznej. Zaczynając od początku... mama umarła, a tata oddał mnie do domu dziecka. Całe życie miałam kartę kredytową, która dostałam od babci w dzień narodzin... no a teraz się połamała i nie mam z czego żyć.- mruknęłam.-U pierwszej rodziny byłam 4 lata. Byli bardzo biedni, ale porządni. Bardzo mało jadłam, więc każde kolejne małżeństwo myślało, że jestem anorektyczką. Opieka społeczna zabrała mnie od nich, gdy "tata" zaczął pić. U kolejnej rodziny byłam 8 miesięcy. Rodzice znęcali się nade mną i jeszcze 3 dzieci, również z domu dziecka. Michelowie, czyli następna rodzina, nie ciszyli się dobrą opinią u sąsiadów i znajomych, ale pierwsze 2 lata były dla mnie bardzo dobre... kolejne 3 musiałam dużo pracować. W między czasie poszłam do szkoły, ale że nie należeli do najinteligentniejszych to pomylili mój rok urodzenia, więc według prawa mam 18 lat. Byli bardzo leniwi, więc ja i moja starsza siostra, która była w porządku, odwalaliśmy za nich czarną robotę. Gdy miałam 10 lat byłam w bardzo bogatej rodzinie. Nie interesowali się mną, więc czułam się wolna. W pewnym momencie ktoś ich okradł i powiedzieli, że to ja, więc pół roku spędziłam w rodzinie zastępczej przeznaczonej z domu dziecka, którzy mieli mnie... resocjalizować. Potem półtora roku w wielodzietnej rodzinie. Miałam 14 lat, więc ciągle zajmowałam się małymi dziećmi, a ona jeszcze była w ciąży kolejny raz. Potem przeniosłam się do Chester, do Evansów i byłam tam ponad 3 lata. Nie doceniali mnie, nie zapewniali tego co nastolatka powinna mieć. Byłam szykanowana i obrażana za mój wygląd.- skończyłam. Łzy cały czas spływały po moich policzkach, ale głos pozostał neutralny.- Byłam w wielu miastach w Wielkiej Brytanii i za każdym razem zmieniałam nazwisko. To było okropne, bo nie mogłam się przyzwyczaić. W między  czasie jeszcze tyle rzeczy się działo, ale nie wiem, czy jestem gotowa, żeby wszystko teraz powiedzieć.- wstałam i pobiegłam na górę. Zamknęłam się w łazience i zaczęłam płakać. Skuliłam nogi i oparłam głowę na kolanach. Nie wiem ile tak siedziałam, ale po pewnym czasie usnęłam
***
-Otwórz te drzwi!- obudziły mnie czyjeś krzyki. Głowa mnie bardzo bolała, a nogi odmawiały posłuszeństwa, lecz po chwili wreszcie się podniosłam i zobaczyłam, że chłopcy siedzą na ziemi i wpatrują się w drzwi.-Wreszcie!- wszyscy się podnieśli, a Harry złapał mnie za nadgarstek. Podciągnął rękaw i obejrzał z każdej strony moje rękę. To samo zrobił z drugą. Potem przykucnął i obserwował moje uda. 
-Nic sobie nie zrobiłam... usnęłam.- mruknęłam. Wszyscy mocno mnie przytulili.-Dlaczego MNĄ się tak przejmujecie? Wiecie ile jest takich przypadków na świecie? Wiecie, że należą do nich inne wasze fanki?- poczułam jak łzy znowu dopływają do moich oczu.
-Ale to ty trafiłaś pod nasze skrzydła...- zaczął Liam.
-...I to tobą się opiekujemy. Tobie pomożemy. Ty jesteś Dianą- dokończył Louis. Spojrzałam się na niego.
-Diana.-przytaknął Zayn.-Mimo wszystko zawsze możesz się do nas zwrócić i z nami pogadać. Zawsze będziemy dla ciebie.- dodał. 

czwartek, 27 lutego 2014

6."To było niesamowite"

1.Dlaczego tak mało komentarzy? :(
2. Jak chcecie to zapisujcie się do powiadamianych
3. Rozpowszechniajcie bloga
4.Jeszcze przez ferie dodam 1-2 rozdziały, jeśli mi czas pozwoli :(
5.Do końca ferii chcę zobaczyć 18 komów, bo nie chcę zawieszać bloga, a widzę, ze mało kto czyta :C
6.CZYTASZ=KOMENTUJESZ
7. Charls (takie słodkie zdrobnienie♥)
***




-Nigdzie nie idę!- krzyczałam przez zamknięte drzwi. - A na pewno nie tak ubrana!- przysunęłam łóżko, żeby nikt tutaj nie wszedł.
-Charlie, ta sukienka się nie zmarnuje! A 2 chłopaków nie ma dziewczyny!- zawołała Gemma.
-No i?!- krzyknęłam, próbując być głośniejsza, niż walenie do drzwi.
-Co się dzieje?- usłyszałam głos Harry'ego.
-NIC!- krzyknęłam, a Harry, z łatwością odsunął drzwi. Pisnęłam przerażona. Stałam w samej bieliźnie. Szybko zamknął oczy i zaczął się śmiać.
-Przepraszam.- wybuchł śmiechem.- Co się stało?- spojrzał się na siostrę, wycierając łzę z oka.
-Szykowałyśmy się na ognisko. Kazałam jej założyć sukienkę, ale ona się uparła, że tego nie zrobi. Powiedziałam, ze zmuszę ciebie, żebyś ją w to ubrał i już miałam krzyczeć, a ona wygoniła mnie i zabarykadowała drzwi!- wkurzyła się. Harry stał tyłem do mnie i ciągle się śmiał.
-Gemma, wejdź już i dajmy sobie spokój z tym wszystkim!- powiedziałam wciągając ją za rękę.
-EJ!- krzyknął Harry, gdy zamykałam drzwi-Ale ja nadal mogę cię ubrać!- zaśmiał się, a ja warknęłam. Zatrzasnęłam pokój i opadłam na łóżko z bezradności.
-Ubieraj się!- dziewczyna założyła ręce na biodra. 
-Nie mogę pójść w rurkach i zwykłej koszulce?- zaczęłam błagać.
-Ale ta sukienka jest śliczna! Musisz ją założyć.
-Ale ona była na imprezę, a nie na ognisko!- mruknęłam, a ona przymrużyła oczy.- To pedofilia! Ja jestem nieletnia! 
-Tak, z przyjemnością cię zgwałcę!- zabrzmiała bardzo poważnie.- A twoim jedynym ratunkiem jest założenie tej sukienki!
-Dobra, dobra!- wstałam, wymachując dziwnie rękami. Dziewczyna klasnęła w dłonie i podała mi ubranie. Obejrzałam ja z każdej strony. Była cudowna. Nie straciła swojego "blasku". Chciałam ją zakładać, lecz Gemma podeszła i odpięła mi stanik. Puściłam sukienkę i złapałam się za spadający materiał. 
-Co ty robisz?!- pisnęłam.
-To dlatego nie przejęłaś się tym, że chciałam zawołać Harry'ego!- uderzyła się dłonią w czoło.- Do tej sukienki nie zakłada się biustonosza.- powiedziała, a ja napełniłam moje płuca duża ilością powietrza. Wyglądałam jak rybka.  Uformowałam usta w Dziubek i powoli to wypuściłam. Odwróciłam się do niej plecami i puściłam, trzymany przeze mnie materiał.
-Zadowolona?- spytałam nakładając sukienkę na moje ciało. Odwróciłam się do niej i założyłam ręce na siebie. Czułam się niekomfortowo. 
-Bardzo!- przedłużyła ostatnia literkę i podała mi buty. Naciągnęłam je na stopy.-Będzie ci zimno, więc jak nie patrzyłaś to też kupiłam... - podała mi małą torebkę. Wyciągnęłam z niej kaszmirowy sweterek. 
-Śliczny.- zarzuciłam go sobie na ramiona.-Wczoraj wysyłałam zdjęcia koleżance w tej sukience... i pożyczyłam twoje szpilki. spojrzałam na jej nogi.
-Podobają ci się?- spytała zdziwiona.- Zniszczone... chcesz założyć?
-Nie, zabiję się w nich. Idziemy?- zapytałam, a ona podała mi ramię. Złapałam ją i zeszłyśmy po schodach. Na dole zobaczyłam krzątających się chłopaków, którzy przenosili jedzenie, węgiel i jakieś przekąski. Serce mi zamarło i zatrzymałam się w połowie schodów. 
-Hej!- krzyknęła Gemma i mnie pociągnęła za sobą. Wszyscy zwrócili się w moim kierunku.
-Cholera.- powiedział Niall z szeroko otwartymi oczami. 
-Em... jestem Charlie.- uśmiechnęłam się. 
-Widziałem cię!- powiedział Zayn i podszedł, żeby mnie przytulić. Stałam jak wryta. Cała piątka. Tutaj... ze mną.
-Zayn bo ona na zawal umrze!- krzyknął Harry.- Jest Directioner- wszyscy westchnęli z uznaniem. Nagle przez drzwi wbiegła Perrie z napojami.
-Dzisiaj jest dzień w którym umrę.- wreszcie się odezwałam. 
-Hej!- powiedziała i od razu skierowała się do ogrodu. 
-Zaraz będzie moja dziewczyna.- powiedział Liam.- Idziemy do ogrodu?- zapytał, a wszyscy poszli. 
-Zaraz przyjdę!- powiedziałam i poszłam do kuchni, żeby napić się wody. Zobaczyłam Louis'a i Eleanor. Spojrzeli na mnie. Przełknęłam ślinę.- Nie przywykłam do takiego widoku...- mruknęłam. Widziałam, że są wściekli.-Co jest?
-Nie twoja sprawa.- warknęła El.
-Nie znamy cię.- dodał Lou. 
-To tym bardziej. Będę podchodziła do tego profesjonalne.- powiedziałam i usiadłam obok nich. 
-Nasz związek nie jest prawdziwym związkiem- zaczął Lou.- Spotykam się z inną dziewczyna, a El z chłopakiem. Miałem się z nią spotkać, ale paparazzi nas nakryli jak jechałem po nią. Kazali nam spędzić wieczór... Musimy się słuchać ich, b przecież mój związek z zwykłą dziewczyną, która wychowała się na ulicy i miała nałogi to jest ...- powiedział Louis
-Zbyt tępa dla ciebie?- zapytałam, a on przytaknął.- Ty nie możesz o niej mówić, ale jak nagle podejdzie do ciebie na ulicy i powie, że cię kocha, a ty powiesz "ja też"... to nie będzie twoja wina.. i u ciebie tak samo.- zwróciłam się do Eleanor. Oboje się uśmiechnęli.
-Dziękuję.- powiedział niebieskooki i mnie przytulił. Przełknęłam ślinę i we trójkę skierowaliśmy się do ogrodu. Wszyscy siedzieli wokół ognia. Spojrzałam na Lou.
-Zawsze unikasz takich rzeczy, prawda?- zaśmiałam się. Chłopak uśmiechnął się i podbiegł do krzesła, które stało obok stoika ze słodyczami. El usiadła obok Perrie, a jedyne wolne miejsce zostało między Niall'em, a Harrym. Zajęłam moje miejsce i zacisnęłam moje nogi.
-Bardzo ładnie wyglądasz.- powiedział Horan. Spuściłam wzrok i zaczęłam bawić się palcami. 
-Ej, pośpiewamy bo nudno?!-zawołał Liam. Pobiegli po gitary, a ja podeszłam do ogniska.
-Jestem głodna...- mruknęłam i usłyszałam krzyk Payne'a. Spojrzałam się w stronę domu. Szedł razem ze swoją dziewczyną. Cholera.
-Pamiętacie...- zaczął,  a ja mu przerwałam.
-LARA!- krzyknęłam i wypuściłam kij w ogień. Dziewczyna pisnęła i przybiegła do mnie. zarzuciłam jej ręce na szyję i mocno przytuliłam. Ona pocałowała mnie w policzek.
-Jak się masz skarbie?- zapytała.- Widzę, że wyglądasz super, ale jak samopoczucie?
-Świetnie.- spojrzałam za siebie. Wszyscy byli zszokowani. Nikt nic nie mówił.- Ups?- wzruszyłam ramionami. Podałam Larze rękę i chciałam iść w kierunku ogniska, ale ktoś nas pociągnął.
-Wy się znacie?- zapytał Liam.
-To ona kazała mi zadzwonić do ciebie, wtedy w samolocie.- uśmiechnęła się i pocałowała swojego chłopaka w policzek.
-Cóż... w takim razie bardzo cię lubię!- zaśmiał się, a ja wróciłam na moje miejsce.
-Proszę.- Niall podał mi mój kijek ze zrobioną kiełbaską.- Wpadłby do ognia.- zarumieniłam się, a on szeroko się uśmiechnął. Usiadłam na krzesełku, na przeciwko mnie Lara siedziała na kolanach Liam'a. Wszyscy jedli i rozmawiali ze sobą. Westchnęłam.
-Uważam, że ładnie dziś wyglądasz.- powiedział Niall, a ja podskoczyłam.
-Będziecie coś śpiewać?- To było moje marzenie. Usłyszeć ich głosy na żywo. Ale nigdy bym nie pomyślała, że siedziałbym przy jednym ognisku z nimi.
-Tak!- uśmiechnął się.- Zgarniać głosy i zaczynamy!- krzyknął do pozostałych.- Co na początek?- zapytał
***
Przez niecałą godzinę wszyscy zaśpiewali bardzo dużo piosenek, nie tylko swoich. W pewnym momencie nawet ja się dołączyłam, chociaż nie śpiewałam publicznie. Tak właściwie to tylko mruczałam, więc chyba nikt mnie nie słyszał. W pewnym momencie wstałam i zaczęłam tańczyć do "Na Na Na" trochę nie najlepiej mi wychodziło, ale dobrze się bawiłam. Lara podskoczyła do mnie. Razem się wygłupiałyśmy. Nawet zaczęłam głośniej śpiewać. Spojrzałam na Gemmę, która pochyla się do Niall'a.
-Brawo!- zaśmiała się dziewczyna, a my się ukłoniłyśmy. Usiadłam na miejsce, a chłopaki popatrzyli się na mnie.
-Nie wiem czy słyszałaś, ale mamy rytuał, że nowa osoba w naszej grupie, zawsze śpiewa piosenkę.- zaczął Zayn.
-Więc teraz twoja kolej.- Harry się uśmiechnął. Szeroko otworzyłam usta. Odsunęłam się z krzesłem i spojrzałam na wszystkich po kolei.
-Brzydko śpiewam...- skłamałam
-Ale to tylko raz! Więcej nie będziemy cię zmuszali!- powiedział Louis. Warknęłam na nich i wzięłam od Niall'a gitarę. Zaśmiał się i spojrzał na mnie pytająco.
-Nie mam fortepianu.- mruknęłam. Rozsiadłam się wygodnie i przez chwilę zastanawiałam się, co zagrać.
-1..2..3- zaczęłam śpiewać solówkę Harry'ego z "What Makes You Beautiful". Patrzyłam tylko na moją dłoń, która zgrabnie poruszała się po strunach. Nie chciałam zobaczyć ich reakcji. Gdy skończyłam oddałam Niall'owi gitarę nie podnosząc wzroku. Zapanowała niezręczna cisza.
-Chcę nie umieć śpiewać tak jak ty.- pisnęła.
-To było niesamowite... Zaśpiewałaś to lepiej od Harry'ego!- krzyknął Liam, a ja się nerwowo zaśmiałam. Chłopak lekko się oburzył.
-Gdyby to nie była prawda to wkurzyłbym się na was!- zaśmiał się i spojrzał na mnie. Wyglądałam jakbym miała złączyć się z tym fotelem w jedno. Położyłam nogi i schowałam głowę z kolanach.
-W przyszłym roku, będzie trasa... do nowej płyty.- zaczął Liam, wszyscy spojrzeli po sobie.
-Może będziesz naszym supportem?- dokończył Zayn. Zaczęłam się krztusić własną śliną.
-Ja... ja nie mam żadnych swoich piosenek...- pisnęłam.
-W sumie racja.- przytaknął mi Harry. Uśmiechnęłam się- ale może z nami śpiewać... grać na gitarze... przydałby się jakiś damski głos...- zaczął mówić, a ja czułam, że odpływam.
***
Ktoś mnie obudził po paru chwilach. Otworzyłam oczy. Nade mną stała Gemma i Lara.
-Długo spałam?- zapytałam.
-Chwilkę...- powiedziały równo. Szybko wstałam i otrzepałam niewidzialny kurz z nagich kolan. Wszyscy się zajadali, lecz siedzieli cicho.
-Przepraszam.- mruknęłam.
-To ja przepraszam.- Harry położył rękę na moim kolanie, a ja cała się wzdrygnęłam. To było dla mnie takie obce uczucie...-Zapomniałem jak fanki na nas reagują.- dodał.
-W końcu jesteś sławny.-mruknęła jego siostra. Cała piątka się skrzywiła. Spojrzałam na dziewczynę.
-To coś więcej... to taka głupia więź. Oni śpiewają dla fanów, a fani ciągle o nich myślą, dzięki głupiej nadziei ... dzięki jednemu małemu wspomnieniu lub wyobrażeniu można utrzymać się przy życiu. Dzięki temu, że miałam nadzieję na lepsze jutro, jestem tutaj. To jest dziwny rodzaj miłości.- mruknęłam.-Powinnyście o tym wiedzieć, bo spędzacie z nimi tyle czasu...
-Fani zobowiązują, przyjaciele wspierają, a miłość daje kopa i dzięki temu człowiek jest silniejszy.- powiedziała Perrie. Uśmiechnęłam się do niej blado. Trwała niezręczna cisza.
-Daj gitarę.- zagadnęłam Niall'a. Ten podał mi instrument, a ja zaczęłam grać "Torn". Mój cichy głos przedarł się przez wieczorne odgłosy nocy. Po chwili chłopcy również się do mnie dołączyli. Łzy zaczęły mi spływać po policzku... Tak dawno nie słyszałam ich, jak śpiewali tą piosenkę razem... Nie pozwoliłam, żeby mój głos się załamał, więc potrząsnęłam głową i śpiewałam dalej.
-Głośniej!- zachęcała mnie Eleanor. Spojrzałam na Louisa. Miał zamknięte oczy... Mój wzrok poleciał na osobę siedzącą obok niego. Liam również skupił się na słowach, wiec jego oczy również był zamknięte... Podobnie jak Niall... Harry... Zayn... I ja.
***
-Dzięki, że przyszliście.- żegnała wszystkich Gemma. Każdy po kolei ją całował w policzek i wychodził na dwór. Harry stał przy bramie i rozmawiał o czymś z chłopakami. Na podwórku został tylko Louis.
-Musisz ja poznać.- uśmiechnął się do mnie niebieskooki. Gasiliśmy ognisko, więc panowała totalne ciemność- Jest cudowna.
-W to nie wątpię.- zaśmiałam się. Po chwili poczułam, że stoi obok mnie. Odwróciłam się, a on mocno mnie przytulił.
-Nadal nie mogę uwierzyć, że pomogłaś mi w kilka minut, a inni do tej pory nie wiedzą co zrobić. 
-Cóż... mimo tych 17 lat, bardzo dużo przeżyłam.- mruknęłam, wtulając głowę w jego klatkę piersiową.- Olbrzym- zaśmiałam się. 
-Mam nadzieję, że kiedyś mi opowiesz co się stało.- powiedział i ruszył w kierunku wyjścia. Chwilę jeszcze postałam na dworze. Chłodne powietrze otulało moją twarz... Nadal nie mogłam uwierzyć, że ich poznałam. 
Ruszyłam w kierunku drzwi. Stanęłam na korytarzu i obróciłam się w kierunku odjeżdżającego samochodu.
-Kiedyś wam opowiem.- powiedziałam i ruszyłam na górę. 
-Co opowiesz?- usłyszałam męski głos z dołu.Zatrzymałam się w połowie schodów i złapałam się za serce. 
-Harry!- krzyknęłam szeptem. 
-No co?- wzruszył ramionami.- Nie mogę się zapytać?
-Możesz... ale nie jest to równoznaczne z tym, że ci odpowiem.- powiedziałam.
-Jestem tu dla ciebie. Nie zmarnuj okazji....- dodał i mnie wyminął.
Ile dziewczyn chciałoby być na moim miejscu?
Ile ma podobne problemy do mnie, ale nie ma okazji spotkać idoli?
Dlaczego nie możemy spełnić swoich marzeń?
Dlaczego nie możemy być szczęśliwi?
Dlaczego nie możemy być wiecznie?
Pytania te namieszały mi w głowie. Wbiegłam na górę. Usiadłam na łóżku i oparłam łokcie na udach, a głowę położyłam na piąstkach.
-Gdyby każdy mógł być wiecznie młodym, a w dodatku jeszcze szczęśliwy... - zaczęłam. Pokręciłam głową i ułożyłam się do snu. 

czwartek, 20 lutego 2014

5.Ludzie powinni być bliżej siebie...

1.Jeszcze ok.3 rozdziałów w kierunku 1 :)
2.MOŻE będzie nowy szablon, ale nie wiem :)
3.CZYTASZ=KOMENTUJESZ
4.To już 2 rozdział dodany podczas ferii :D
5. Jeśli macie jakiś ulubiony cytat z piosenki to napiszcie go w komentarzu pod bohaterami :) 
6. Jeśli chodzi o cytaty to jakiś tematyczny, mniej więcej dodaję pasujące do rozdziału. 
7. cytat z LT mam już odłożony na rozdział specjalny, tak samo z Half a Heart ;)
8.Jak możecie to piszcie je po angielsku i po polsku :) 
9.Ale się rozpisałam :O Mam nadzieję, ze ogarniacie tego bloga :)
*****



Po chwili obudziłam się na łóżku. Harry siedział obok i wachlował mnie gazetą. Spojrzałam na niego i się uszczypnęłam.
-Co ty tu robisz?- zapytałam.
-Mieszkam!- zaśmiał się. Na jego twarzy pojawiły się te cudowne dołeczki, a ja się zarumieniłam.- Ty pewnie jesteś Charlie?- zapytał. Zaczął oglądać mnie od góry do dołu.
-Taa.- spojrzałam po sobie. Czarna sukienka podwinęła mi się i odsłaniała to czego nie powinna. Obciągnęłam ją w dół.
-Bardzo mi przykro z tego co się stało...- mruknął.
-Mnie też.- burknęłam. Widać było, że sytuacja jest krępująca.-Dobra, obiecałam twojej mamie, że posprzątam i ugotuję na jutro obiad. Chcesz mi pomóc?
-Ok, tylko może ... może się przebierzesz?
-Dobry pomysł.- zaśmiałam się i założyłam moje ulubione dresy. Gdy zeszłam na dół Harry popatrzył się na mnie i otworzył szeroko oczy.
-Dlaczego się nie domyśliłem, że jesteś Directioner!- uderzył się z otwartej ręki w czoło.
-To chyba twoje...- zdjęłam z szyi nieśmiertelnik i rzuciłam w jego stronę. Złapał go w powietrzu i obejrzał z każdej strony.- Przepraszam, że trochę zniszczone, no ale wiesz co się stało...
-Myślałem, ze Zayn go zgubił.- mruknął cicho i podszedł do mnie- Proszę, niech teraz będzie twój.- zmarszczyłam brwi. Ręce mi się trochę trzęsły, a w głowie zaczęło wirować. Myślałam, że znowu upadnę, ale Harry mnie złapał i posadził na krześle. Złapałam się blatu i zamknęłam oczy. Co się dzieje?
-Em... może dam ci jakieś tabletki... maść... cokolwiek?- zapytał i przeczesał ręką włosy.
-Są w pokoju gościnnym... ja tam śpię i Anne mi zostawiła wszystko.- powiedziałam i usłyszałam tupot stóp. Oparłam głowę o pobliski blat. Po chwili Harry wrócił, a ja podniosłam głowę. Pewnie wyglądałam okropnie.
Nalał wody do szklanki i podał mi wszystko. Zaczęłam łykać wszystko po kolei, lekko odchylając głowę do tyłu. Potem wszystko popiłam i wzięłam głęboki oddech. Spojrzałam na chłopaka, który zamyślony opierał się o szafkę na przeciw mnie i bawił się palcami.
 -Tylko tutaj przeszkadzam.- mruknęłam i zakryłam twarz dłońmi.
-Nie...!- powiedział i podszedł do mnie.- Po prostu dużo przeszłaś. Chodź zabierajmy się za to gotowanie.- wyciągnął do mnie rękę. Złapałam jego dużą dłoń moimi malutkimi palcami. Byłam dużo niższa od niego, ale podobno małe jest piękne...
Po krótkim czasie oboje śmialiśmy się i wygłupialiśmy cały pobrudzeni sosem. Zrobiliśmy zapiekankę ziemniaczaną.
-To teraz ciasto?- zapytałam.
-Liam robi lepsze..- mruknął i zaczął szukać czegoś w szafce-Ale chyba to z proszku też się nada?- uniósł brew do góry.
-Pff... jak możesz! Jeszcze potrujemy tu wszystkich!- zabrałam od niego kartonik i wrzuciłam na jego miejsce, czyli do kosza.- Nie jestem najgorszą kucharką! Musiałam jakoś przetrwać z moją rodziną.- mruknęłam i zaczęłam szukać składników w lodówce. Gdy podniosłam wzrok, zauważyłam, że stoi nieruchomo i wpatruje się we mnie swoimi hipnotyzującymi oczami.-Coś nie tak?
-Jak to"przetrwać"?- zapytał i zabrał ode mnie mleko.
-Długo by gadać.- mruknęłam i zaczęłam szukać dużej miski. Harry wyciągnął taką z półki obok mnie.
-Mamy czas.- mruknął.
Miałam ochotę wszystko mu opowiedzieć. Zawsze marzyłam o tej chwili. Spotkam moich idoli na koncercie, rzucę się im na szyję i powiem jak ważni są w moim życiu, jak bardzo mi pomogli, że to dzięki nim się nie poddałam, że gdy chciałam popełnić samobójstwo pomyślałam o nich i jednak tego nie zrobiłam... Są w moim życiu od niecałych 3 lat, a tyle pomogli... tyle zrobili...
Ale chciałam to zrobić na koncercie, gdzie byłabym jedną z wielu fanek, o których zapomnieliby po jakimś czasie.
A nie osobą, która weszła w ich życie z butami.
-Powiedzmy, że dużo przeszłam.- mruknęłam, podciągając rękaw bluzy. Mało widzialne już blizny, dzięki maściom nie były już takie czerwone, ale wciąż były...- 56 dni czystych.- mruknęłam mając nadzieję, że mnie zrozumie.
Po chwili poczułam jak jego duże dłonie łapią moje ramiona. Odwrócił mnie do siebie i mocno uścisnął. Nie wiedząc co zrobić odwzajemniłam ten uroczy gest. Wtuliłam się w jego ramię i poczułam jak coś mokrego spada mi na głowę. Uniosłam wzrok do góry i spojrzałam jak wpatruje się w ścianę na przeciw, a łzy powoli zlatują mu po policzkach.
-Czasem tak bardzo bym chciał wszystkim pomóc. Powiedzieć każdemu z osobna, jaki jest dla mnie ważny, ale tak się nie da...
-Chciałbyś wszystkich przytulić i nigdy nie puścić?- uśmiechnęłam się na te słowa, a chłopak się na mnie spojrzał.-Ups..- mruknęłam.
-O co z tym chodzi?- zapytał i znowu się uśmiechnął. Jak ja uwielbiałam jego dołeczki. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale poczułam jak telefon mi wibruje, więc uwolniłam się z jego uścisku i sprawdziłam sms'a.

Uśmiechnęłam się na tego sms'a. Przygryzłam wargę i szybko odpisałam:

Poczułam czyjś oddech na karku.
-Idziesz z Gemma na imprezę?- zapytał Harry.
-Ładnie to czytać czyjeś sms'y?-prychnęłam. Nadal nie mogłam uwierzyć, że jest obok mnie Harry Styles...-Idziemy wszyscy... Gemma mówiła, ze to impreza na powitanie was...- zmarszczyłam brwi.
-Nieee- zaczął kręcić głową.-Miało być jutro ognisko...
-Ale z niej...- prychnęłam nie kończąc mojej myśli.- Specjalnie kupiła mi tamta sukienkę, bo miałam ją jutro założyć.
-Nadal możesz to zrobić. Tylko, że wtedy oczy chłopaków wyjdą z orbit, bo nie będą wiedzieli gdzie się patrzeć.- zaśmiał się. Założyłam ręce na biodra.
-Tak jak ty dzisiaj?- mruknęłam. Harry zmrużył oczy i przybrał taką samą postawę jak ja.
-To był cios poniżej pasa.- wystawił język.
-Ciosem poniżej pasa jest drażnienie mnie, bo wiesz, że ci nic nie zrobię.- mruknęłam i zrobiłam to co on.
-Dobra wygrałaś!- uniósł ręce do góry i wrócił do kuchni. Spojrzałam na telefon. Kolejna wiadomość.

Uniosłam brew do góry. Czy ja o czymś nie wiem?

-CHARLIE!- krzyknął przerażony Harry. Rzuciłam telefon na sofę i podbiegłam do kuchni. Stał z blaszką w ręce.-Jak mam to włączyć?- zapytał wskazując na otwarty piekarnik, a ja zaczęłam się śmiać. Zabrałam od niego zapałki.
***
Siedzieliśmy z Harrym  w salonie, w tle leciał jakiś film, a my rozmawialiśmy. A dokładniej cały czas śmieliśmy się z różnych sytuacji. 
-Na prawdę twój brat nadal nie wie jak wiązać buty?!- zapytał z niedowierzaniem, a ja śmiejąc się pokiwałam głową cały czas się śmiejąc.
-Długo jesteś Directioner?- zapytał, gdy w miarę się opanowaliśmy.
-Czy to ważne?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.-Jeśli byłabym od niedawna to kochałabym was mniej, niż te co kochają was od kilku lat?
-Chodzi mi o to...- zaczął i spuścił wzrok.-Jak długo byliśmy potrzebni... No wiesz.- złapał mnie za rękę i lekko podciągnął rękaw. Kciukiem przejechał po największej z blizn. Serce mi się zatrzymało, a w wzrok skierowany był w jego oczy. Obserwowałam jego reakcję. 
-Jakoś w październiku będzie 3 lata... Zaczęło się zaraz po X Factorze...- odwróciłam wzrok w kierunku telewizora. w tym czasie zombie zaczął zjadać ciało jakiejś dziewczyny. zaczęłam się nerwowo śmiać. Nagle usłyszałam otwieranie drzwi. 
-Mamo, przepraszam, ze nie pomo...- zaczęła Gemma, ale zobaczyła mnie i Harry'ego na kanapie to się nagle zatrzymała.- Czyli się wyrobiłam! Macie mnie kryć.- pokazała na nas palcem, a potem wróciła na korytarz. Wybuchliśmy równo śmiechem, a siostra "loczka" wróciła do nas.
-Widzę, że poznałaś Harry'ego.- uśmiechnęła się, opierając o oparcie kanapy.
-Ta...aż zemdlała na mój widok.- zaczęłam chichotać, a Gemma spojrzała się na mnie pytająco.-Directioner.- skomentował Harry i szeroko się uśmiechnął.
-Czekaj... I ty nas nie poznałaś?- zapytała.
-Poznałam, ale nie wiedziałam do końca kim jesteście... Wiesz dostałam parę razy w głowę.- powiedziałam i zobaczyłam, że mój telefon zaczął się świecić. 

Co te ogniska takie popularne?-zapytałam samą siebie. Lara, mój Directioner, Harry z kumplami... 
Coś mi tutaj nie pasowało...

sobota, 15 lutego 2014

4.Niezapowiedziana wizyta.

1.Dawno mnie tu nie było, ale postaram przez ferie dodać min.3 rozdziały!
2.Miałam małe załamanie sercowe, problemy z rodziną i trochę w szkole, ale już jest lepiej :)
3.CZYTASZ=KOMENTUJESZ
4. NWM jak czytacie Lara, aj czytam Lejra, ale ciii.
Zapraszam na 4 :)
***************




-Poproszę jakiś dowód tożsamości, że to pani.- powiedziała kobieta z londyńskiego urzędu. Miała charakterystyczny, amerykański akcent. Wręczyłam jej trochę porysowany dowód, a ona krzywo się na mnie spojrzała, lecz po chwili zaczęła szukać wśród szuflad pozostałych dokumentów. Po chwili w ręku już miałam paszport, prawo jazdy i dokument obywatelstwa brytyjskiego. Podpisałam jakieś papierki, że wszystko odebrałam i ruszyłam do samochodu, gdzie czekała na mnie Gemma. Następnie pojechałyśmy do banku. Tam sprawa była trochę trudniejsza, ponieważ musieli sprawdzić kartkę. Po 20 minutach przyszedł pewien mężczyzna.

-Przykro mi. Jeśli pani chce odzyskać kartę musi pani trochę poczekać. Jest ona uszkodzona, brakuje kilku cyferek od kodu i ewidentnie widać, że jest złamana.- powiedział smutnym głosem. 
-Ile będziemy czekać?- odpowiedziałam rzeczowym tonem. 
-Kilka tygodni, maksymalnie półtora miesiąca...- mruknął i spuścił wzrok. Wstałam gwałtownie. Trochę mnie to wstrząsnęło. Spojrzałam na moją koleżankę, a ona blado do mnie się uśmiechnęła. Przez kilka tygodni będę wykorzystywała jej rodzinę...
-Nie ma sprawy. Na pewno przydasz się mojej mamie.- powiedziała i również wstała.- Dziękujemy panu, jak coś będziemy pod telefonem.- Posłała mężczyźnie szeroki uśmiech i wyszłyśmy razem.
-Gdzie teraz?- zapytała, gdy zapinałyśmy już pasy.

-Schronisko.-powiedziałam i miałam łzy w oczach. Moja kochana Darsley. Może, gdzieś tam jest? 
Wyjęłam papierosa z kieszeni i spojrzałam się na Gemmę. Ona tylko kiwnęła głową, więc otworzyłam szybę i podpaliłam go zapalniczką. Kłęby dymu wydostawały się na zewnątrz, a wraz z nimi moje myśli. Dam sobie radę. Mam sporo pieniędzy na koncie, więc potem ich spłacę. Będę najlepszą lokatorką, jaką mogliby mieć. Muszę wreszcie przestać brać narkotyki. Z papierosami będzie trochę trudniej, ale postaram się je ograniczyć. Koniec użalania się nad sobą. Głowa do góry, plecy prosto, cycki do przodu i uśmiech na twarzy. Tutaj będzie lepiej. Tutaj wszystko się ułoży...
Nagle coś zawibrowało w mojej kieszeni. Wyjęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz. To od "lepirkona". 


Serce, aż mi zabiło. Też ich lubi. Ten Londyn to chyba moje przeznaczenie. Od razu zmieniłam jego nazwę na "CM♥" i odpisałam mu:


Z uśmiechem na twarzy wysiadłam z samochodu i wraz z Gemmą udałyśmy się do biura. Po krótkiej rozmowie okazało się, że ostatnio nie przywieziono, żadnego labradora. Zostawiłam im swój numer, na wypadek, gdyby ja znaleźli.
-Nie przejmuj się. Znajdziemy ją. A teraz na zakupy!- pisnęła Gemma i razem ruszyłyśmy w kierunku centrum. 

*** 
-Długo jeszcze?!- zawołałam, gdy weszłyśmy do siódmego sklepu z rzędu.
-Nie marudź, tylko szukaj czegoś dla siebie! Rzadko się zdarza, że kupuję komuś ubrania.- uśmiechnęła się, a ja zaszyłam się między sukienkami. Miałam ochotę usiąść na kanapie, gdy moją uwagę przykuła śliczna, czarna sukienka
-Wow.- mruknęłam do siebie i od razu znalazłam swój rozmiar. Uciekłam do przymierzalni i szybko ją założyłam. Pasowała idealnie. Przejrzałam się w lusterku z każdej strony, chciałam już ją zdejmować, gdy nagle usłyszałam głos mojej koleżanki.
-Charlie! Wiem, ze tu jesteś! Nie chowaj się!- krzyczała. Wyjrzałam zza zasłony i powiedziałam w miarę głośno:
-Jestem w przymierzalni!- ledwo co powiedziałam, a ona odwróciła głowę w moją stronę. Nie zdążyłam się schować, a ona była już przy mnie i bez ceremonialnie wparowała do środka.
-Cholera!- zawołała, po czym gwizdnęła.-Musisz to kupić! Wystarczy znaleźć tylko odpowiednie szpilki i będzie idealne na imprezę jutrzejszą!
-Jaką imprezę?!- pisnęłam spanikowana. Ledwo co zaczęłam brać leki i nie kuleć (przynajmniej nie tak zauważalnie), a ona chce zabrać mnie na imprezę. -Mój braciszek i jego koledzy wracają do domu!- uśmiechnęła się.
-A gdzie to będzie?- muszę wiedzieć wszystko, żeby się zmyć stamtąd.- I kiedy?
-Mają wrócić jutro, więc pewnie jutro. U nas w domu. Rodziny reszty zostali w swoich domach, my jako jedyni przeprowadziliśmy się do Londynu.
O czym ona mówi? Chyba musiałam coś ominąć, gdy trajkotała w samochodzie. 
-Więc rozbieraj się i idziemy do kasy!- uśmiechnęła się i wyszła.

***
-To były katusze!-zawołałam, gdy byłyśmy już pod jej domem.- Jestem głodna.- dodałam, robiąc usta w podkówkę. Gemma tylko pokręciła głową i otworzyła drzwi.
-Muszę dzisiaj wszystko ogarnąć! Pójdziemy innym razem. Wiesz,jak dawno go nie widziałam.- błagała Anne.
-To ja cię proszę, dawno nie byliśmy na żadnej kolacji!- powiedział Robin.
-O co chodzi?- zapytała Gemma wchodząc do kuchni. Wbiegłam tam za nią i zobaczyłam jak wszyscy siedzą smutni.
-Ja mogę posprzątać.- zadeklarowałam się. Wszyscy na mnie spojrzeli. Wzruszyłam ramionami.-To nic wielkiego, a wy możecie pójść na kolacje i nawet do kina.- uśmiechnęłam się. 
-Ale na prawdę to zrobisz?- powiedziała Anne ze łzami w oczach.
-Taa...-westchnęłam.-Tylko tak mogę podziękować za pomoc. Mogę też zrobić obiad na jutro, nie najgorzej gotuję.-dodałam.
-Dziękuję! Bardzo dziękuję!- powiedziała i mocno mnie uścisnęła.-Idę się przebrać. a ty- wskazała na swojego męża- znajdź jakiś film i zarezerwuj stolik.
Gdy Anne poinstruowała mnie co mam zrobić, zaniosłam wszystkie rzeczy na górę i ubrałam się w dresowe rzeczy. 
-Mogę wyjść?- zapytała niepewnie Gemma.
-Mnie się pytasz?- zaśmiałam się krótko.- Pewnie, dam sobie radę sama. 
Po chwili usłyszałam trzaskanie drzwiami. Zeszłam na dół i zabrałam się do roboty.
***
-Let me kiss you!- krzyknęłam, gdy piosenka się skończyła. Moje myśli błądziły wokół jutrzejszej imprezy. Nagle mój telefon zaczął grać. Spojrzałam na wyświetlacz. Lara.
-Hej skarbie!- zawołałam do słuchawki, jednocześnie pauzując płytę. 
-Hej. Jak u ciebie?
-Tak. Jest super. Wreszcie kogoś obchodzę.- prychnęłam.-Ale opowiadaj jak z twoim chłopakiem!
-Jest cudownie!- pisnęła. Oparłam się o sofę i zaczęłam bawić się nieśmiertelnikiem Harry'ego.- Dzisiaj się z nim zobaczę! Ma wrócić wcześniej do Londynu, a jutro idziemy na ognisko z jego przyjaciółmi.
-Oh. Zbieg okoliczności, bo ja też idę jutro na imprezę z taką koleżanką. Jej brat wraca i musza to uczcić.- westchnęłam.
-Kupiłaś sobie coś na tą okazję?- zapytała i mogę się założyć, że zaczęła poruszać brwiami. 
-Tak. Mała czarna z koronkowym rękawem i baleriny. Tylko nie wiem po co mi to, skoro impreza ma być w domu! 
-To po co kupowałaś?- zdziwiła się. 
-Ta koleżanka mnie namówiła. Ale fajnie w niej wyglądam.-Obie zaczęłyśmy się śmiać.
-No to zrób sobie w niej zdjęcie i mi wysyłaj! Czekam.- powiedziała i się rozłączyła. Pokręciłam głową z politowaniem i wspięłam się po schodach. Szybko się w nią ubrałam i zaczęła szukać szpilek. Złapałam je w jedną rękę. W drugiej miałam telefon. Ostrożnie zeszłam na dół i stanęłam przed lustrem w korytarzu. Założyłam buty na nogi i wyciągnęłam rękę uśmiechając się szeroko. Po kilku pstryknięciach, zrobiłam sobie ładne zdjęcie. Wysłałam je Larze z dopiskiem "Seksownie, co nie? :D". Nagle rozległo się pukanie. Podbiegłam do drzwi i otworzyłam je an oścież z nadzieją, że to Gemma. 
Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam Harry'ego Styles'a, który ogląda mnie od dołu do góry z szeroko otwartymi oczami. 
Opowiadania Gemmy o tym jak się tutaj przeprowadzili. Znajomy dom, ludzie i charakter pisma. Impreza z przyjaciółmi. Długa podróż po świecie.Złość Anne, gdy dowiedziała się, że mam jego nieśmiertelnik, który teraz swobodnie zwisa na mojej szyi...
W głowie zaczęło mi pulsować i po chwili pojawiły się mroczki przed oczami. Ostatnie co usłyszałam to jego lekko zachrypnięty głos, który wola:
-Kurwa!- po czym upadłam. 

środa, 25 grudnia 2013

3. Czy oni będą lepsi?

1.Dodaję rozdziały mimo braku komentarzy :)
2.Ale to bardzo dla mnie ważne, gdy widzę, że ktoś mnie docenia i wyraża swoją opinię.
3.CZYTASZ=KOMENTUJESZ
4. Jak chcecie być powiadamiani o nowych rdz piszcie swoje tt, to was potem dodam :)
Zapraszam na 3 :) :*
**********************************


Zimno mi. I to bardzo. Leżę jedynie w krótkiej sukience, owinięta w worek na śmieci. W ustach mam papier, zaklejony taśmą, żeby nie było słychać moich krzyków.  Ręce też mam związane, tak samo jak i nogi. Nie wiem nawet ile już tu leżę. Raz słyszę krzyk i gwar uliczny, a innym razem muzykę klubową. Oczy też mam zasłonięte. Cała jestem przemoknięte i zmarznięta. Wszystko mnie boli, mam dreszcze, a na ustach czuję spierzchniętą krew. Pewnie nie tylko tutaj ona się znajduje. 
Leżę pod jakimś śmietnikiem, w bocznej ulicy i do tego w kałuży. Czyżbym tak miała umrzeć? Bez żadnych danych osobowych, moje ciało prawie rozłożone, a na moim pogrzebie nikogo nie będzie? 
Łzy zaczęły wypełniać materiał, którym moje oczy były związane. Wewnętrznie skomlałam, ale teraz nie miałam nawet siły, żeby drgnąć. 
-Tola! Gdzie ty idziesz?- usłyszałam krzyk jakiegoś mężczyzny i po chwili usłyszałam drapanie w metal kontenera. Moje ciało nie chciało się mnie słuchać, ale mimo wszystko zaczęłam lekko się ruszać.- Coś ty tam znalazła?- usłyszałam ten sam głos, lecz był on bliżej. -Słodki Boże! Tola, jesteś bohaterką! - kółka zapiszczały, a ja poczułam ciepłe ręce na moich ramionach. Chwilę potem nastała jasność. 
Mężczyzna, którego zobaczyłam wydawał się bardzo znajomy.
-Jezu! Dziecko co ci się stało?
-N-nie wiem...-mruknęłam.
-Długo tu leżysz?- pytał, gdy wyjmował mnie z worka i odwijał moje kończyny.
-Nie mam pojęcia. Ostatnie co pamiętam to wieczór 1 września, gdy wyszłam z hotelu. 
-Dzisiaj jest 6 września!- krzyknął.- Co się stało?
-Byłam na zakupach, potem wróciłam, przebrałam się, wzięłam kartkę kredytową i małą torebkę i szłam na imprezę. Potem tylko poczułam ból z tyłu głowy i obudziłam się pod śmietnikiem. Okropnie tu pachniało!- łzy zaczęły napływać do moich oczu.
-Co z twoimi rodzicami? Gdzie mieszkasz?
-Mieszkam w hotelu od kilku dni, a moi rodzice nie żyją.
-To chodź do nas. Mam pasierbicę podobnej postury do ciebie, ona na pewno da ci jakieś ubrania.
-Nie! Ja chcę mojego psa! Musimy iść do hotelu!- zaczęłam krzyczeć i próbowałam wstać, ale od razu się przewróciłam.-DARSLEY! Ja chcę moją Darsley! Nie, nie, nie!-płakałam jak małe dziecko. Zmarznięta podreptałam do końca ulicy na czworaka, ale tam znów zaczęłam płakać. Mężczyzna wziął mnie na ręce i poszliśmy do tego hotelu. Byłam wtulona w jego pierś i łzy spływały po moich policzkach brudząc jego koszulkę. 
W hotelu wreszcie stanęłam na równe nogi. Może nie do końca, bo mój wybawca musiał mnie podtrzymywać. W recepcji była ta sama kobieta, która brała ode mnie pieniądze.
-Co się pani stało?!-krzyknęła i od razu do mnie podbiegła.
-Chcę do mojego pokoju.
-Ale..pani narzeczony zabrał wszystkie pani rzeczy. 
-Jak to mój N A R Z E C Z O N Y?! Ja mam 18 lat i nigdy nie miałam chłopaka, a co dopiero narzeczonego!
-Ale... pani do mnie dzwoniła i kazała... zabrać wszystko... W sumie dziwiłam się, gdy wziął pani rzeczy i wynajął pokój do 10 września...
-Chcę tam iść.-warknęłam,a ona popatrzyła się na mnie nie pewnie. 
-Stello.- powiedział mężczyzna, który mnie tu przyniósł.-Zaprowadź ją, proszę. 
-Już panie Robinie.-kobieta imieniem Stella wzięła mnie pod rękę i razem wjechałyśmy na 6 piętro. Gdy tylko winda stanęła podeszłam do drzwi lekko kuśtykając. Szybko je otworzyłam i nie było nic niepokojącego. Oprócz pieniędzy w torebce, tych co były tutaj i nowych ubrań, reszta została. Moje stare czerwone rurki, ulubiona sukienka, przybory kosmetyczne i bielizna. Weszłam do łazienki i to co zobaczyłam w lustrze bardzo mnie przeraziło.
Blizna na cały lewy policzek, krew na rękach, ustach i kropelki spadające z głowy. Tłuste włosy. Okurzone ciało, brud, syf i wszystko co najgorsze. Sukienka porwana. Biustonosz był prawie cały widoczny, a z niego wystawała moja karta kredytowa... Niestety połamana, zdrapana, brakowała kawałka jej części. Zanim ją odtworzą miną całe wieki! 
-Jak ja wyglądam!- krzyknęłam.
-I co.-mężczyzna stanął w progu drzwi.-Gdzie twój piesek?
-DARSLEY!- krzyknęłam. Nigdzie jej nie było. Opadłam na kolana i znów zaczęłam płakać.
-Cichutko. Zabierz rzeczy i pomieszkasz trochę u nas. Zadzwonię po żonę i przyjedzie tutaj po nas.
-Dziękuję. Uratował pan mi życie.-powiedziałam przez łzy. Schowałam kilka ciuchów do walizki. Było ich tak mało, ze w sumie mogłam je zabrać w ręce. Po chwili zeszliśmy na dół. Czekał tam na nas nie najgorszy samochód- oczywiście jeśli chodzi o wygląd. Nigdy nie znałam się na motoryzacji. Gdy mężczyzna, nazwany wcześniej Robinem, pomógł mi usiąść, zauważyłam, że za kierownica siedzi kobieta, którą też znałam. 
-Dzień dobry.-odwróciła się do mnie.
-D-dzień dobry...-mruknęłam.-Przepraszam za kłopot. Jak tylko znajdę swoje pieniądze od razu się wyprowadzę. Nie chcę być ciężarem... 
-Nie przesadzaj! Mam córkę oraz syna, ale oni są ta często w domu, że aż słów brakuje! Niby Gemma z nami mieszka, no ale cóż...-zaśmiałyśmy się. Wydawała się być bardzo miłą kobietą. 
-Gemma? Jejku wszystko mnie boli i wydaję mi się, ze was wszystkich znam!
-Zapamiętałabym taką dziewczynę jak ty.- znowu się uśmiechnęłam.-A co tam ci błyszczy na szyi?- odruchowo złapałam się za pierś. Dotknęłam małego metalowego naszyjnika. Zdjęłam go z szyi i przeczytałam:
-Harry E. Styles 1.02.1994 Holmes Chapel UK.
-Skąd to masz?- zapytała trochę zdziwiona, ale wydawało się czuć odrobinę złości w jej głosie.
-Wracałam tydzień temu z zakupów i Zayn Malik, nie wiem czy pani zna, wbiegł do taksówki, przewracając mnie no i to upuścił. Trzymam to, ale cóż, nie przynosi mi szczęścia- uśmiechnęłam się.
-Rozumiem.-jej ton złagodniał. Po chwili wszedł jej mąż z psem na rękach. Był to mały kundelek, który wesoło merdał ogonem.
-Hej Anne, dzięki,że przyjechałaś-pocałował ją w policzek. 
-Tola, moja bohaterko chodź tutaj do mnie!- zawołałam, a sunia wskoczyła na moje kolana. Przez całą drogę trzymałam ją na kolanach. Gdy w końcu dojechaliśmy pod dom, znowu miałam deja vu. Wydawał się tak znajomy...
-Witam  u nas! Pomóc ci wysiąść?- zapytała pani Anne. 
-Dziękuję pani...
-Anne. Mów mi Anne. 
-Dobrze, Anne... Spróbuję sobie poradzić. - powoli, bez gracji i kobiecego wdzięku wysiadłam z auta. Małymi kroczkami doszłam do drzwi. Robin otworzył je i teoretycznie oprowadził po domu. Zostawiłam swoje rzeczy w pokoju gościnnym, a do łazienki zabrałam tylko spodnie ze znaczkiem 1D na kieszeni, koszulkę z napisem "Don't breathe next to me if you aren't Horan, Styles, Payne, Malik or Tomlinson" (via. Kukiczo), świeżą bieliznę, mydło i szampon. 
-Dużo rzeczy ci zabrali?- zawołała jakaś dziewczyna, a ja się wzdrygnęłam.-Gemma jestem. Mama mi mówiła co się stało. Bardzo współczuje. 
-Charlie.- podałam jej rękę, a ona lekko ją uścisnęła.- Prawie wszystko. Zostały mi tylko dwa komplety  dresów, 3 pary spodni, 4 koszulki i sukienka! 
-Jak coś nie wstydź się pożyczać. Nawet bez pytania. Tylko nie ruszaj czarnej, skórzanej sukienki!- zagroziła mi palcem i weszła do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi do łazienki i nalałam gorącej wody. Rozebrałam się i zaczęłam delikatnie zmywać cały bród, osadzony na mojej jasnej skórze.
Ciepła woda ogrzała moje ciało nie tylko na zewnątrz. Ta kąpiel przyniosła nadzieję, że ktoś wreszcie chce mi pomóc. Rodzina Evansów, ucieszyłaby się, że mnie nie ma tak długo. Zaczęłyby się teksty typu "Wreszcie znalazła jakiś przyjaciół" albo "Pewnie dobrze się bawi i nie chce wracać". tutaj było inaczej. Od pierwszej chwili poczułam z nimi jakąś więź. Taką jakiej nigdy nie czułam z inną rodziną, a było ich 6. W moim sercu zagościła wiara w lepsze jutro, lepsze życie. Tutaj wszystko jest inne. Mogę poczuć się lepiej.
Po jakiś 20 minutach byłam już całkowicie czysta. Mokre włosy opadały na moje nagie ramiona. Usiadłam przed lustrem i zaczęłam liczyć wszystkie siniaki.
-17.- mruknęłam. Trochę mnie to przeraziło.-Dobra Prince, nie marudź tylko wreszcie ogarnij swoje owłosione cielsko!- powiedziałam do siebie i wyjęłam małą różową maszynkę spod sterty ubrań. Ostrożnie zaczęłam nią przejeżdżać po nogach, uważając na fioletowe zabarwienia.
-Co ty utknęłaś tam?!- zawołała Gemma, po kolejnych 30 minutach.
-Już wychodzę!- odkrzyknęłam. Gdy wychyliłam się zza drzwi, dziewczyna siedziała oparta o ścianę i oglądała coś w telefonie.- Z kim piszesz.
-Z bratem.- mruknęła i szybko się podniosła.-Wyglądasz zdecydowanie lepiej! Jak chcesz to mogę ci zrobić makijaż...
-Nie maluję się.- przerwałam jej.- Tylko błyszczyk. No i perfumy. Ale to chyba nie należy do makijażu.-Uśmiechnęłam się i odsunęłam, żeby mogła wejść. Gdy tylko zatrzasnęła drzwi podreptałam do mojego pokoju. Szczelnie zamknęłam pomieszczenie i spojrzałam, że na łóżku leży tacka z lekami i mała różowa karteczka. Staranne, kaligraficzne pismo, zaokrąglone literki, serduszka nad "i", wzorki po bokach. Widać, że ludzie dbają o siebie. Ale znów przemknęła przez moją głowę myśl, że ktoś ma bardzo podobny charakter.
"2 zielone tabletki na ból głowy, pomarańczowa na rozgrzanie organizmu, maść na siniaki, druga na blizny i zadrapania, syrop na osłabienie i szklanka wody do popicia. Anne."
Łyknęłam wszystko za jednym razem, nie ruszając ani mililitra wody. Cóż, lata praktyki. Następnie upiłam łyk bardzo gorzkiego syropu, więc tutaj musiałam zanurzyć usta w ,błagającej o wypicie, szklance H2O. Poczułam jak woda lekko przemywa moje gardło i spierzchnięte wargi, więc wzięłam kolejne kilka łyków. Z maśćmy zeszło trochę dłużej, wiec dopiero po kolejnym kwadransie zaczęłam przeszukiwać kieszenie rzeczy, które mi zostały.
Znalazłam paczkę moich ulubionych papierosów, woreczek po jakiś (jeszcze) niezidentyfikowanych narkotyków i mój telefon!  Był w kieszeni czerwonych spodni! 2 nieodebrane połączenia i 5 SMS-ów! Lara do mnie dzwoniła! O nie! szybko jej odpisuje, ze wieczorem pogadamy na skype i podaje jej mój login. Od tygodnia Leprikon1309 próbuje się do mnie dobić.


O nie! Tylko nie to! Zapalam papierosa i delikatnie siadam na parapecie. Co mu napisać, żeby za dużo nie zdradzić? Nie napiszę, że ktoś mnie pobił, możliwe, że zgwałcił i leżałam przez tydzień w jakiejś bocznej uliczce. W końcu decyduję się, ze napiszę mu maila.
________________________________________________________________________________
OD: MakeHistory@gmail.com
DO: garnieczłota@hotmail.uk
Temat: Zagubiony telefon
________________________________________________________________________________
Drogi, nie wiem jak do ciebie się zwracać, bo Leprikon to tak dziwnie! ♥
Przepraszam, że nie odpisywałam, ale ukradli mi telefon, a już wymeldowałam się z hotelu. Nie miałam dostępu do internetu, ani żadnego numeru. Wybaczysz? :) 
Spotkałam ich... to znaczy tak jakby :) Nie wiem jak na to zareagujesz, ale nie będę się ukrywała. Uwielbiam 1D. Słyszałeś chyba o nich, prawda? No i w pewnym momencie wpadłam na jednego z nich, Zayna (Mulat, czarne włosy, ciemne oczy). No, ale to tyle w tej kwestii. 
Co mogę o sobie opowiedzieć?
Mam 18 lat. Choć nie do końca. Niedawno co skończyłam 17, ale w papierkach zaszła pomyłka i pomylili moja datę urodzenia. Cóż, zdarza się "najlepszym". Lubię fioletowy i biały. Gram na gitarze, fortepianie i perkusji. Byłam kiedyś bardzo ciekawską osobą, więc chciałam wszystkiego spróbować i tylko te 3 rzeczy zostały mi do dzisiaj, choć tylko grę na gitarze mogę ćwiczyć regularnie. Nie mam rodziców, a od rodziny zastępczej wyprowadziłam się niedawno. Oprócz 1D, jestem fanką Connor'a Hayes'a
To chyba tyle.
Jeszcze raz przepraszam!
Charlie ♥
________________________________________________________________________________

Kliknęłam "Wyślij" i wyrzuciłam papierosa za okno. Do drzwi zapukała Gemma.
-Co robisz?- zapytała.
-Nudzę się.- mruknęłam.- Wszystko mnie boli!- dodałam.-Masz prawo jazdy?- zapytałam przygryzając wargę.
-No mam... Gdzie jedziemy?- uśmiechnęłyśmy się równo.
-Do urzędu! Muszę odebrać wszystkie dokumenty. A potem do schroniska.- mina od razu jej zeszła.
-A pojedziemy potem do galerii?- zapytała wydymając usta i trzepocząc kilka razy rzęsami.
-Niech będzie.- uśmiechnęłam się. Przebrałam się i pojechałyśmy w wybrane wcześniej miejsca.
Gemma jest dobrą koleżanka, ale jakoś nie mogłam złapać z nią najlepszego kontaktu. Trochę się nie dogadywałyśmy. Ale kiedyś się to zmieni :)